Tu tupiące

Nasze koty... trąbią

Na pewno każdy z was, kto ma w domu zwierzę, chcąc nie chcąc poświęca mu wiele uwagi. U nas główną przyczyną obserwacji kotów jest to, że wszędzie za nami łażą, zwłaszcza za mną i zwłaszcza Bazyl. A skoro sunie za mną jak cień, skoro koniecznie musi być w pobliżu, spędzamy ze sobą dużo czasu. A ponieważ Bazyla cieniem jest Tymon, a ja z kolei często przebywam w jednym pokoju z moim małżonem, siedzimy sobie wszyscy razem w kwartecie i obserwujemy się grupowo.

 

Nie wiem, które nasze nawyki koty uznały za dziwne, wiem za to, jakie dziwactwa wyprawiają oni. Wiele z nich już znacie, jest jednak coś, czego wiedzieć nie możecie, bo odkryliśmy to całkiem niedawno.

 

Nasi faceci w futrach mają takie małe zboczonko, że kiedy wskakują na coś lub zeskakują z czegoś, muszą sobie, bo ja wiem, chrumknąć czy jęknąć. Bawiło nas to okrutnie i nie mogliśmy się z tego naszydzić, aż wreszcie zaczęliśmy się zastanawiać o co właściwie może im chodzić.

 

Z uwagi na tuszę chłopców, w pierwszej kolejności  rozważaliśmy możliwość niedołęstwa. Może 5 kilo kota spadające na 4 łapki (u Tymona, nawiasem mówiąc, podejrzanie krótkie) naciska na jakiś jękający organ w środku? A może jeden ma taki nawyk, a drugi go od niego podłapał?

 

Trwało to kilka dni, aż znaleźliśmy rozwiązanie rujnującej nasz spokój zagadki. Jeśli w domu są dwa opasłe koty, które wszystko robią zbiorowo - śpią zbiorowo, patrolują zbiorowo, szwędają się zbiorowo - dla zachowania bezpieczeństwa ruchu pieszego należy używać klaksonu. Inaczej jeden wskakiwałby na drugiego. Nie widzę innego rozsądnego wytłumaczenia.

 

Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia, dlaczego nie trąbią na skrzyżowaniach. Być może to taka dziura w przepisach, którą będą łatać po pierwszej kolizji?